środa, 19 września 2012

Powrót do formy :)

   Po kontuzji Karakall bardzo szybko wrócił do formy. Nie przemęczałam go początkowo i treningi miał bez siodła i ogłowia na hali na samym sznurku (nie wiem jak to się w naturalu profesjonalnie nazywa). I tak mój koń ćwiczył głowę i mógł też rozruszać i przygotować do intensywniej pracy mięśnie po kontuzji.
Ćwiczenia na sznurku od tej pory zaczęły być początkiem każdego mojego treningu.
Pomału zwiększałam długość i intensywność treningów. Niestety początkowo to było nawet 3h stępa... totalna nuda, ale czego się nie robi by ozdrowić konia ;)
w ciągu tygodnia takiego bezkresnego stępowania po lasach Karakalla dał znać, że nie boi się zakłusować, a nawet zagalopować. Tak dzień po dniu ćwiczyliśmy zagalopowania, drążki, aż doszliśmy do dłuższych wyjazdów na szlak.
Pierwszy poważny trening po kontuzji... byłam zestresowana, że zakuleje znów!
Na starcie Karakalla miał tętno 38, trasa miała ok. 40 km , drań pokonał ją w 2h i 40 min... tempo ogólne miał ok 16km/h tętno  na mecie 60 i po 3 minutach ok 55
Szybki cfaniak. Dodam jeszcze, że miałby lepszy czas, ale potknął się na żwirze, uratował moją twarz od spotkania z drogą, ale sam trochę się pocharatał.. na szczęście nie groźnie.
Zauważyłam, że mój koń bardzo się wyciszył jeżeli chodzi o napotkane konie na trasie, zaczął przybierać na masie ładnie. No i ten błysk sierści :) ahh chyba to ten preparat go tak poprawił! Jednak żywieniowcy koni mają racje, konie potrzebują dodatkowych suplementów poza owsem. W końcu jakby były na wolności same by sobie znalazły co im potrzeba a tak my musimy im wszystko organizować!

Fot. Ja i Karakalla na wspomnianym treningu.