czwartek, 12 lipca 2012

Wrzucamy 3 bieg treningowy!

Po 3 tygodniach lonżowania oraz jazdy stępem i kłusem, Karakalla poczuł chęć i potrzebę swobodnego galopowania ze mną na grzbiecie. Wspaniałe uczucie wiedzieć, że koń niesie mnie na grzbiecie bo chce!
Na początku galopy były bardzo nieśmiałe, jakby bał się zaproponować mi szybsze tempo. 
Być może wynikało to z przyzwyczajeń z toru wyścigowego, gdzie konie są mocno ściągane w galopie, co nie sprawia konikom przyjemności.
Kolejne treningi spędzałam już w siodle. Początkowo godzina stępa, 30 minut kłusa i na koniec minimum 30 minut stepa. Następnie część "kłusowa" rozwijała się.... czyli godzina stępa, 40 minut kłusa, minimum 30 minut stępa i tak aż osiągnęłam 1 godzinę i 30 minut kłusa! Później chody znacznie bardziej mieszały się. Rozgrzewka zawsze zaczynała się minimum 30 minut stępa! Później mieszał się galop z kłusem. Np. 20 minut kłusa 6 minut galopu i znów 20 kłusa. To bardzo męczące treningi. Koń cały czas musi utrzymać tempo. Po przez mieszanie galopu z kłusem okazało się że mój śliczny Karakall odpoczywa w kłusie ;) cfaniak!
Także jak zmachał się w galopie i przechodziliśmy do kłusa, koń sam regulował kłus na takim poziomie, że wypoczywał. 
Najprawdopodobniej nabył tą umiejętność na wcześniejszych treningach na lonży, które pokazały mu że trening jest długi i musi rozłożyć siły. Wyuczył się wtedy kłusa, który go nie męczy, a wręcz przeciwnie! Po galopie zazwyczaj mocno spocony w kłusie wysychał!
Poza treningami w lesie odbywałam również galopy kondycyjne... to dopiero wysiłek dla konia i jeźdźca!
Pierwszy raz taki trening miałam na polu z p. Rafałem jedno okrążenie miało ok. 1 km, był słoneczny mocno dzień i zero wiaterku ;) cudo!
Ponoć przejechałam 8 okrążeń, ale mój mózg przejechał ich 6 :) ciekawa reakcja organizmu na zmęczenie. Karakalla za to udawał, że nie jest zmęczony i ciężko było mi go opanować. Ma chłopak serce do walki.
Następnego dnia ja i mój rumak byliśmy zmęczeni, więc pojechaliśmy na relax do lasu.

Kolejne galopy kondycyjne odbyłam na hali. Miałam jechać galopem 20 minut, więc nastawiłam minutnik i Hop! Bomba w górę! Karakalla trochę się na początku zapomniał, ale później starał się iść równym tempem. Nie hamowałam go i nie poganiałam. Koło 20 okrążenia zwątpił i zrobił parę taktów kłusa, ale dałam mu wyraźny sygnał, że galopujemy. I galopował... 20 minut galopu! Zrobiłam ok 64 okrążeń. byłam mniej zmęczona niż poprzednio, ale strzemiona wbijały mi się w podbicie stóp :) koń zdecydowanie odczuł wtedy te kondycyjne galopy. 
Byłam z siebie niesamowicie dumna! Średnia prędkość, wyszła ok 22km/h. Kolejny trening polegał na tym by wyciągnąć kłus na tyle by osiągnąć takie samo tempo jak w galopie. W końcu kłus pod względem wypoczywania jest naszą mocną stroną :)