Na początku galopy były bardzo nieśmiałe, jakby bał się zaproponować mi szybsze tempo.
Być może wynikało to z przyzwyczajeń z toru wyścigowego, gdzie konie są mocno ściągane w galopie, co nie sprawia konikom przyjemności.
Kolejne treningi spędzałam już w siodle. Początkowo godzina stępa, 30 minut kłusa i na koniec minimum 30 minut stepa. Następnie część "kłusowa" rozwijała się.... czyli godzina stępa, 40 minut kłusa, minimum 30 minut stępa i tak aż osiągnęłam 1 godzinę i 30 minut kłusa! Później chody znacznie bardziej mieszały się. Rozgrzewka zawsze zaczynała się minimum 30 minut stępa! Później mieszał się galop z kłusem. Np. 20 minut kłusa 6 minut galopu i znów 20 kłusa. To bardzo męczące treningi. Koń cały czas musi utrzymać tempo. Po przez mieszanie galopu z kłusem okazało się że mój śliczny Karakall odpoczywa w kłusie ;) cfaniak!
Także jak zmachał się w galopie i przechodziliśmy do kłusa, koń sam regulował kłus na takim poziomie, że wypoczywał.
Najprawdopodobniej nabył tą umiejętność na wcześniejszych treningach na lonży, które pokazały mu że trening jest długi i musi rozłożyć siły. Wyuczył się wtedy kłusa, który go nie męczy, a wręcz przeciwnie! Po galopie zazwyczaj mocno spocony w kłusie wysychał!
Poza treningami w lesie odbywałam również galopy kondycyjne... to dopiero wysiłek dla konia i jeźdźca!
Pierwszy raz taki trening miałam na polu z p. Rafałem jedno okrążenie miało ok. 1 km, był słoneczny mocno dzień i zero wiaterku ;) cudo!
Ponoć przejechałam 8 okrążeń, ale mój mózg przejechał ich 6 :) ciekawa reakcja organizmu na zmęczenie. Karakalla za to udawał, że nie jest zmęczony i ciężko było mi go opanować. Ma chłopak serce do walki.
Następnego dnia ja i mój rumak byliśmy zmęczeni, więc pojechaliśmy na relax do lasu.
Kolejne galopy kondycyjne odbyłam na hali. Miałam jechać galopem 20 minut, więc nastawiłam minutnik i Hop! Bomba w górę! Karakalla trochę się na początku zapomniał, ale później starał się iść równym tempem. Nie hamowałam go i nie poganiałam. Koło 20 okrążenia zwątpił i zrobił parę taktów kłusa, ale dałam mu wyraźny sygnał, że galopujemy. I galopował... 20 minut galopu! Zrobiłam ok 64 okrążeń. byłam mniej zmęczona niż poprzednio, ale strzemiona wbijały mi się w podbicie stóp :) koń zdecydowanie odczuł wtedy te kondycyjne galopy.
Byłam z siebie niesamowicie dumna! Średnia prędkość, wyszła ok 22km/h. Kolejny trening polegał na tym by wyciągnąć kłus na tyle by osiągnąć takie samo tempo jak w galopie. W końcu kłus pod względem wypoczywania jest naszą mocną stroną :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz