Przed rozpoczęciem lonżowanek po 40 min w kłusie, lonżowałam go co dziennie po 20 lub 30 minut (w zależności od podłoża- śnieg błoto itp ;)) . Oczywiście na początku musiał pokazać jaki to z niego ogier i w ogóle... biegał galopem szalał, a późnej potulnie pracował.
Każdy koń potrzebuje chwili szaleństwa.
Ostatnio z Karo zabrałyśmy nasze rumaki w teren. Ciężka sprawa. Karaluch wyrwał się spod kontroli :) i tak cisnął.... i cisnął... a droga i pola na szczęście się nie skończyły za szybko, więc zdążyłam w humanitarny sposób pohamować mojego wierzchowca. Trzeba mu przyznać, że ma krzepę gościu ;)
Jego końska partnerka trochę się spociła, a ten suchutki. Jak już wracałyśmy do domu. zdecydowałyśmy się jeszcze raz zagalopować. Wszystko szło gładko, pod kontrolą, aż tu nagle kałuża... myślę sobie : " przejadę przez nią, przecież nigdy nie było problemu, a to świetne ćwiczenie". No i jak pomyślałam tak zrobiłam, a Karakall HOP!!! Ostro w górę! Przeskoczył kałużę....W sumie to w nią wskoczył bo była naprawdę spora. No gościu miał świetny pomysł! Szkoda że mi o tym nie mógł powiedzieć bo z taką mocą to zrobił, że o mało nie zdmuchnęło mnie z siodła.
Pośmiałyśmy się z niego. Pomysłowy koń co nie?
Trzeba zacząć częściej wyjeżdżać na treningi do lasu.
Nie możemy się doczekać wiosny, aż pogoda przestanie weryfikować nasze plany treningowe.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz