Dawno mnie tu nie było. Dużo zmieniło się w moim życiu.
Niestety w maju minie rok jak z Karaluchem walczymy z kulawizną prawego tyłu.
Prowadzi Nas Pan Maciej Przewoźny. Wydaje mi się że wychodzimy na prostą :)
Dużo wydarzyło się jeszcze po drodze np zapalenie koronek w przednich nogach - czego dalej nie będę komentować, dodam tylko że wciąż odczuwamy skutki tej choroby... Również puszczono stado z padoku na dwa przywiązane konie do koniowiązu (w tym mojego), co zaowocowało dwiema nowymi kulawiznami i spierdzieleniem dotychczasowej pracy p. Macieja i mojej....
Oczywiście władze stajni nawet nie powiedziały przepraszam, a już nie wspomnę o kasie wydanej na weterynarza. O wszystko trzeba iść walczyć do sądu, a sąd też kosztuje i kółko się zamyka.
Cały czas ćwiczymy i rehabilitujemy się.
Ćwiczenia na kręgosłup, rozciąganie girasów, masaż zadka itp. generalnie można się spocić. Dodatkowo już śmigamy w siodle ... w końcu znaleźliśmy takie które doktor zaakceptował ;)
A w siodle, wyginamy się ćwiczymy zagalopowania na prawo i lotne.
Te drugie wychodzą nam nieco wściekle... można wypaść z siodła
Udało się kupić buty na przody, tylko czekają na akceptacje kowala.
Kondycję Karakalla oceniam na całkiem dobrą. Mimo iż nie mógł korzystać z padoku przez ponad 4 miesiące, ze względu na zmianę władz stajni (nowy regulamin), to co dziennie z koleżankami zapewniałyśmy mu ruch. Teraz wywalczyłam że jest wypuszczany jak stado schodzi. zawsze to 1-2h pochodzi za nim przyjadę. Zrobił się trochę elektryczny i pobudliwy, myślę że to zasługa wiosny i elektrycznego pastucha.
Byliśmy już na dłuższych przebieżkach w lesie żeby rozprostować kości. Muszę przyznać że ten koń może biec i biec i biec... nie widzi przeszkód. ;)
Pozdrawiamy :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz